Reklama
menuvideotvomenuartykulymenugaleriamenulogo2menureklamaonasmenu 20lat
Strona główna Artykuły Aktualności "Świetlikowy gaj'' animacji w Wieluńskim Domu Kultury

"Świetlikowy gaj'' animacji w Wieluńskim Domu Kultury

"Świetlikowy gaj" trwający prawie pięć i pół minuty film animowany Tomasza Pilarskiego iał przedpremierowy pokaz w Wieluńskim Domu Kultury. Niezwykłość tego obrazu polega na tym, że do jego produkcji wykorzystane były nie tylko komputery, bowiem film został wykonany klasyczną technik. A to oznacza, że na każdą sekundę projekcji składają się dwadzieścia cztery rysunki. O tym, dlaczego pierwsza projekcja odbyła się w Wieluniu opowiadali producenci filmu ze studia EGoFILM w Warszawie oraz Tomasz Pilarski - pomysłodawca, twórca scenariusza, reżyser oraz animator filmu w jednej osobie.

Oto jak o tym mówili w Radiu Ziemi Wieluńskiej twórcy tego filmu: - To przedpremierowy pokaz. Pierwszy publiczny. - mówi Małgorzata Badowiec, kierownik produkcji, Studio EGoFILM. Wiem, że Tomkowi bardzo zależało, by taki pokaz odbył się w Wieluniu dla osób, które mu pomagały i go wspierały. Dla rodziny, która dzielnie go wspierała przez cztery lata gdy film powstawał oraz dla instytucji, które pomagały w przeprowadzeniu castingu na aktorów głosowych dla postaci oraz nagraniu tych głosów. - Może powiem dlaczego jesteśmy tutaj w Wieluniu. - Tomasz Pilarski, reżyser, pomysłodawca i animator filmu „Świetlikowy gaj”. - Są tutaj z nami aktorzy, którzy udzielili swoich głosów. Tutaj odbył się casting, tutaj głosy zostały nagrane. Ten seans chciałby zadedykować właśnie osobom, które pomogły.
Jeszcze przed projekcją filmu nastąpił miły moment, w którym twórca animacji i producenci z EGoFILM podziękowali Idze Kokot i Janowi Jurdzińskiemu, którzy użyczyli swoich głosów parze bohaterów. Podziękowania otrzymali także Jerzy Nowakowski z Powiatowego Młodzieżowego Domu Kultury i Sportu w Wieluniu, gdzie przeprowadzono kasting oraz Radio Ziemi Wieluńskiej, które udostępniło studio pod potrzeby nagrań. Specjalne podziękowanie otrzymał także Konrad Pilarski, najmłodszy brat Tomasza, który pomagał w kolorowaniu animacji.
- Dzień premiery dla każdego twórcy jest dniem bardzo ważnym. Szczególnie, gdy ta premiera odbywa się w rodzinnym miejscu. - mówi Eugeniusz Gordziejuk, producent, Studio EGoFILM. - Ja w filmie pracuję od ponad czterdziestu lat, zrobiłem tych filmów ponad 250. I to jest kolejny film, który zrobił na mnie bardzo duże wrażenie. Ten film od samego początku wydawał się być bardzo interesującym, a znając poprzedni dorobek Tomka wiedzieliśmy, że mamy reżysera doskonałego i wiedzieliśmy, że sobie poradzi z tym trudnym scenariuszem. I tak się stało. (…) To jest film autorski. To szczególny gatunek filmu, gdzie właściwie wszystko od scenariusza, pomysłów, projektów plastycznych po animację, to jest praca reżysera. Ta ekipa, która wspomagała reżysera, była naprawdę niewielka. Wielki szacunek dla reżysera za odwagę, za pomysł i twórczą postawę i za olbrzymi wkład pracy. (…) A pracy było faktycznie niewyobrażalnie wiele. Mimo, że film trwa „zaledwie” pięć minut i dwadzieścia cztery sekundy, to warto zwrócić uwagę na fakt, że to klasyczna animacja. W każdej sekundzie pojawiają się 24 klatki. To 24 oddzielne rysunki nie tylko samych animowanych postaci, ale także wiele warstw tła. Każdy z tych elementów powstawał oddzielnie, był wielokrotnie zmieniany, poprawiany lub rysowany od nowa. I za każdym razem na nowo kolorowany. Do tego dochodzą jeszcze muzyka, dźwięki i głosy bohaterów.
Jedna ze scen, roboczo oznaczona numerem osiemnastym, trwająca finalnie trzy sekundy, rysowana, kolorowana i montowana była przez blisko trzy tygodnie. Cały film powstawał blisko cztery lata. - Nie robiłem sobie weekendów i pracowałem codziennie przez dwanaście do czternastu godzin. I to było najszybciej jak mogłem. (…) Prace nad animacją zaczęły się w 2015 roku. Kończyłem wtedy moją poprzednią animację, (…) w tym samym czasie swoją karierę festiwalową rozpoczął mój dyplom licencjacki. Udało mi się wówczas otrzymać stypendium z Hollywood jako jedyny student spoza Stanów Zjednoczonych. Więc pomyślałem „fajnie, to teraz muszę ten film zrobić”. (…) Mój dyplom licencjacki był pokazywany m.in. na dużym festiwalu w Krakowie, gdzie zgłosiła się do mnie założycielka i właścicielka Studia EGoFILM z pytaniem czy nie mam pomysłu na jakiś film, bo może udało by się nawiązać jakąś współpracę. Okazało się, że mam i nawet już otrzymałem dofinansowanie z Hollywood, którte uznało, że też byłoby fajnie, gdybym zrobił jeszcze jakiś film. I tak to się wszystko zaczęło (…). - mówi twórca filmu.
„Świetlikowy gaj” od samego początku miał być dyplomem magisterskim na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu, gdzie Tomasz obronił licencjat. Ilość pracy jaka potrzebna była przy tworzeniu animacji wymusiła przerwanie studiów. Najpierw był urlop dziekański i poszukiwanie animatorów, którzy pomogliby przy rysowaniu. Niestety nigdzie nie można było trafić na odpowiednie osoby, które potrafiłyby w odpowiedni sposób wspomóc reżysera. Wszystkie prace Tomasz zmuszony był więc wykonywać samemu, co dodatkowo wydłużało proces produkcji. Urlop dziekański się skończył, a film nadal nie był zakończony. Nie poddał się jednak i kontynuował pracę nad filmem.
Większość pracy wykonywana była w rodzinnym domu Tomasza, w Wygodzie (administracyjnie to niewielka osada, część Słupska w gminie Mokrsko – dop. red.). W domu pomagał mu brat Konrad. Przy kolorowaniu pomogli także ochotnicy z praktycznie każdego kontynentu, którzy obserwowali pracę Tomasza na jego profilu FB. Sporo pracy wykonał także niewielki zespół zaangażowany m.in. przy produkcji dźwięku, tworzeniu muzyki czy malowaniu teł (do każdej sceny powstawały oddzielne tła, niejednokrotnie po kilka do pojedynczego ujęcia – dop. red.). Po czterech latach ciężkiej pracy udało się dokończyć tę wyjątkową animację.
- Kiedyś Rosjanie chcieli naśladować Disneya, ale ich animatorzy nie potrafili naśladować tak płynnie ruchu i robili tak zwaną obrysówkę. - mówi Eugeniusz Gordziejuk. - Na czym to polega? Otóż robiono zdjęcia aktorów, na przykład tańczącą baletnicę, i poprzez reprojektor zdjęcie na stole zostało dokładnie obrysowane. Te dwadzieścia cztery klatki, które dawała kamera kolorowano i później filmowano je od nowa nadając rysunkom ruch. Tutaj kolega reżyser, artysta, nie pomagał sobie w ten sposób. Osiągnięte tutaj skróty, płynność animacji, mimika, zmiana ruchów, to jest tak naprawdę gra aktorska. Animator w filmie aminowanym jest także aktorem. I Tomasz sprawdził się nie tylko jako reżyser, który miał w głowie całość, ale także jako aktor, który gra poszczególne sceny. A takie zagranie tych scen i takie świetne ich rozrysowanie to mistrzostwo świata. Dziś praktycznie już nie ma takich artystów, bo wszyscy robią to komputerowo, „idąc na skróty”. Wspomagają ich programy, które wkładają kadry, robią główne klatki, wszystko traktuje się jak wycinankę. A tu jest klasyczna animacja, płynna. To jest aktorsko zrealizowana animacja. (…) Naprawdę jestem bardzo wzruszony, że moment pierwszej prezentacji nastąpił i to nastąpił w tym miejscu, z którego reżyser wyruszył. Mam nadzieję, że na podbój świata filmowego. Moim zdaniem ten film może się spodziewać nominacji do Oscara, czego reżyserowi i studio EGoFILM życzę. Mam nadzieję, że będą duże sukcesy festiwalowe.

(opr. KJB)

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama

Najnowsze

Top 10 (ostatnie 30 dni)

Reklama

Zaloguj

Reklama

Ostatnie komentarze

Reklama

Z krainy dowcipu

dowcipyWspomnienie starego hipisa...

Siedząc do późna w pracy Janek zaczął wspominać stare hipisowskie czasy, kiedy to niemal codziennie były nowe panienki, narkotyki... Po dwudziestu latach nie palenia marihuany postanowił więc zapalić, przypomnieć sobie dobre czasy. Odwiedził dzielnicę, na której mieszkał za młodu, i sprawdził czy diler Heniek jeszcze żyje i sprzedaje. Okazało się, że Heniek nadal prosperuje.
- Witaj Heniu, nic się nie zmieniłeś...
- Janek, kopę lat...
- Potrzebuję jakieś fajne jointy, bo ze dwadzieścia lat nie paliłem, a chciałbym przypomnieć sobie jak to było...
- Słuchaj Jasiu, sprzedam Ci, ale pod jednym warunkiem. Musisz ten towar palić samemu i najlepiej w zamkniętym pomieszczeniu.
- Dobra stary, niech tak będzie - odparł Stefan i pożegnawszy się pomknął do domu.
Wpada do chałupy, cisza jak makiem zasiał, żona chrapie jak niedźwiedź, dzieciaki tak samo, więc postanowił zamknąć się w łazience. Usiadł na sedesie wypakował towar, nabił lufkę, zaciąga się... Otwiera oczy, patrzy ciemno. Wypuszcza dym - jasno.
- Kurde, ale sprzęcicho się pozmieniało... - pomyślał zdumiony.
I pociągnął drugiego macha. Otwiera oczy, ciemno..., wypuszcza - jasno....
Zdrowo podjarany myśli sobie, że jeszcze raz nic nie zaszkodzi. Zaciąga się - ciemno, wypuszcza dym - jasno.
W tym momencie słyszy walenie do drzwi łazienki....
- Janek. co ty tam robisz? - krzyczy żona.
Janek wszystko wrzucił do sedesu, spuścił wodę i poddenerwowany odpowiada:
- Golę się kochanie!
- Janek, trzy dni...?

Reklama

 

partnerzybar2

tubadzin150wartmilk150

 
 
stat4u