Reklama
menuvideotvomenuartykulymenugaleriamenulogo2menureklamaonasmenu 20lat
Strona główna Artykuły Aktualności Ciotka jej zaufała, a ona to wykorzystała. Wraz z innymi wyłudziła ponad 219 tys. zł z banków

Ciotka jej zaufała, a ona to wykorzystała. Wraz z innymi wyłudziła ponad 219 tys. zł z banków

budyneksmallW Zduńskiej Woli huczy! Mieszkańcy są w szoku. Córka znanej i cenionej nauczycielki jednego z miejscowych liceów stanie wkrótce przed sądem! Za... wyłudzenia kredytów!!! Ludzie zachodzą w głowę, jak pochodząca z tak szanowanej rodziny kobieta mogła popaść w konflikt z prawem? Okazuje się, że chęć szybkiego zysku może skusić nawet najbardziej szlachetne osoby... Agnieszka W. jest tego najlepszym przykładem.

 

Sąd Rejonowy w Zduńskiej Woli ma nie lada orzech do zgryzienia. Właśnie trafił tam akt oskarżenia przeciwko Agnieszce W., zduńskowolance, która wraz z innymi ośmioma osobami dopuszczała się przestępstw kredytowych.
Z ustaleń dokonanych w śledztwie przez prokuraturę Agnieszka W. pracowała w barze swojej ciotki. Punkt mieścił się w samym centrum miasta, przy placu Wolności w Zduńskiej Woli (swego czasu, bywał tam nawet obecny prezydent miasta Piotr Niedźwiecki, który w lokalu m.in. zbierał podpisy poparcia w kampanii wyborczej na urząd włodarza miasta). Ciotka upoważniła Agnieszkę W. do reprezentowania jej w kwestiach finansowych i administracyjnych. To ona podpisywała faktury, dysponowała także pieczątkami firmy. I jak się okazuje, skrzętnie to wykorzystała. Nie tylko dla swoich prywatnych celów. Zaczęła wystawiać zaświadczenia o rzekomym zatrudnienie w barze osobom, które tam w ogóle nie pracowały. Były za to dobrymi znajomymi W. i częstymi klientami baru. W fałszywych zaświadczeniach, które posłużyły do zaciągnięcia kredytów i pożyczek w bankach, potwierdzała także zarobki, które były wyłącznie wirtualne. Zaciągnięte pożyczki były albo w ogóle nie spłacane, bądź tylko symbolicznie, w niewielkiej części.
W rzeczywistości działania grupy wprowadziły banki w błąd co do chęci spłaty zaciągniętych zobowiązań. Bar padł. Został zamknięty jako nierentowny, choć w mieście mówi się, że kłopoty finansowe to wynik działań Agnieszki W. Jak ustaliła dalej prokuratura, zduńskowolanka nie zrezygnowała z dalszych prób oszustwa. Wspólnie z Ireneuszem G. zwanym w mieście "Ireną", otworzyła butik. Także i wówczas wystawiała lewe zaświadczenia o zatrudnieniu i zarobkach dla potencjalnych pożyczkobiorców. Oczywiście zaświadczenie dostawały osoby, które w butiku nie pracowały. Taki proceder, jak ustalono, trwał co najmniej przez trzy lata: od 16 stycznia 2009 roku do 17 lutego tego roku.W tym czasie oskarżona wyłudziła szsnaście kredytów i pożyczek na łączną kwotę 219 tys. 419 zł.....Pozostałe oskarżone w tej sprawie osoby dopuściły się wyłudzeń na mniejsze kwoty. Obecnie główna oskarżona, Agnieszka W. jest.... osobą bezrobotną. Na utrzymaniu... matki. Ma dwóch synów. Pozostałe osoby zamieszane w sprawę: Sylwia G., Barbara L., Marek K., Zdzisław Z., Lucyna Ł., Krzysztof G., Piotr J. dobrowolnie poddały się karze. Także Agnieszka W. zdecydowała się na taki krok. Dodać należy, że wszyscy oskarżeni złożyli w prokuraturze obszerne wyjaśnienia, w których opisali okoliczności udziału w przestępstwie.

Ewa Dobrowolska

Oszustwo kredytowe w uproszczeniu polega na przedłożeniu podrobionego, przerobionego, poświadczającego nieprawdę albo nierzetelnego, pisemnego oświadczenia dotyczącego okoliczności o istotnym znaczeniu w celu uzyskania od banku kredytu lub pożyczki (art. 297 kodeksu karnego). Karą za to przestępstwo jest pozbawienie wolności od 3 miesięcy do 5 lat. Natomiast przestępstwo doprowadzenia do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem poprzez wprowadzenie w błąd lub wyzyskania błędu zostało określone w art. 286 kodeksu karnego. Przewidziana za nie kara to pozbawienie wolności od 6 miesięcy do 8 lat.

Zebrała: (ed)

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama

Najnowsze

Top 10 (ostatnie 30 dni)

Reklama

Zaloguj

Reklama

Ostatnie komentarze

Reklama

Z krainy dowcipu

dowcipyWspomnienie starego hipisa...

Siedząc do późna w pracy Janek zaczął wspominać stare hipisowskie czasy, kiedy to niemal codziennie były nowe panienki, narkotyki... Po dwudziestu latach nie palenia marihuany postanowił więc zapalić, przypomnieć sobie dobre czasy. Odwiedził dzielnicę, na której mieszkał za młodu, i sprawdził czy diler Heniek jeszcze żyje i sprzedaje. Okazało się, że Heniek nadal prosperuje.
- Witaj Heniu, nic się nie zmieniłeś...
- Janek, kopę lat...
- Potrzebuję jakieś fajne jointy, bo ze dwadzieścia lat nie paliłem, a chciałbym przypomnieć sobie jak to było...
- Słuchaj Jasiu, sprzedam Ci, ale pod jednym warunkiem. Musisz ten towar palić samemu i najlepiej w zamkniętym pomieszczeniu.
- Dobra stary, niech tak będzie - odparł Stefan i pożegnawszy się pomknął do domu.
Wpada do chałupy, cisza jak makiem zasiał, żona chrapie jak niedźwiedź, dzieciaki tak samo, więc postanowił zamknąć się w łazience. Usiadł na sedesie wypakował towar, nabił lufkę, zaciąga się... Otwiera oczy, patrzy ciemno. Wypuszcza dym - jasno.
- Kurde, ale sprzęcicho się pozmieniało... - pomyślał zdumiony.
I pociągnął drugiego macha. Otwiera oczy, ciemno..., wypuszcza - jasno....
Zdrowo podjarany myśli sobie, że jeszcze raz nic nie zaszkodzi. Zaciąga się - ciemno, wypuszcza dym - jasno.
W tym momencie słyszy walenie do drzwi łazienki....
- Janek. co ty tam robisz? - krzyczy żona.
Janek wszystko wrzucił do sedesu, spuścił wodę i poddenerwowany odpowiada:
- Golę się kochanie!
- Janek, trzy dni...?

Reklama

 

partnerzybar2

tubadzin150wartmilk150

 
 
stat4u