Reklama
menuvideotvomenuartykulymenugaleriamenulogo2menureklamaonasmenu 20lat
Strona główna Artykuły Felietony KASZANKA WYBORCZA W SOSIE ADMINISTRACYJNYM

KASZANKA WYBORCZA W SOSIE ADMINISTRACYJNYM

LEKKOSCBYTUZ czasów, kiedy byłem szczęśliwym studentem (lata 1974-1978) pamiętam dwie znamienne anegdoty o Sieradzu. Pierwsza była właściwie dowcipem. Mniej więcej takim: Zduńskowolanin mówi z satysfakcją do kolegi z Sieradza: - Ty wiesz, w Sieradzu ma być budowane metro?

 

- Metro? Dlaczego? W takiej dziurze? - zdziwiony odpowiada zaskoczony mieszkaniec stolicy województwa sieradzkiego.

Ano dlatego – odpowiada Weber – żeby te kaczki, kury, świnie, krowy i barany puścić dołem. Żeby nie psuły wielkomiejskości stolicy wielkiego województwa! Druga opowiastka jest anegdotą: Dwóch kolegów, studentów medycyny dyskutuje w pokoju, w akademiku DS nr 1 Akademii Medycznej, zwanym ,,Medykiem'' od nazwy klubu studenckiego, który się tam mieścił, a którego kierownikiem był jakiś czas w latach 70. Cezary Dutkowski, dziś nobliwy medyk, na dodatek ginekolog. Dżentelmeni z wydziału lekarskiego dyskutują o wyższości Sieradza nad Wieluniem i Wielunia nad Sieradzem, bowiem jeden jest z miasta kołtunów, a drugi z miasta, gdzie zaczęła się II wojna światowa.

Sieradzanin chwali się wyższą liczbą ludności, oba miasta są stare, więc jeśli chodzi o historię i tradycję jest remis. Ostatecznie góruje wielunianin, który dobija sieradzanina tym, że w Wieluniu jest prawdziwy dworzec PKS, a w Sieradzu barak, no i że w jego mieście były pierwsze uliczne światła w Sieradzkiem. Argument nie do przebicia, bowiem w Sieradzu uliczne światła pojawiły się dopiero w latach 80. ubiegłego wieku.

Jak zwykle, na reformie administracyjnej z 1975 roku skorzystali najbardziej urzędnicy, których zwożono do Sieradza codziennie autokarami i późnym popołudniem odwożono do Łodzi, czy Pabianic. Tak, jak by nie było miejscowych nierobów z wykształceniem... Zresztą, dowożenie stosowano do czasu, kiedy nie wybudowano kilku bloków, w których pierwsze mieszkania otrzymywali, oczywiście, pracownicy Urzędu Wojewódzkiego, Komitetu Wojewódzkiego PZPR i innych instytucji wojewódzkich, wśród których była nawet Wojewódzka Rada Ludowych Zespołów Sportowych. Doszło do tego, że niektórzy urzędnicy mieli nawet po trzy mieszkania: jedno w Łodzi, jedno w Sieradzu i dom na wsi. I wszystko by było ok., gdyby nie to, że przynajmniej jedno mieszkanie to był prezent od PRL-u za wierną służbę. Niestety, robotnicy takich prezentów nie dostawali... Przypomnieli o tym latem 1980 roku!

Po latach prawie czterdziestu Sojusz Lewicy Demokratycznej odgrzewa pomysł 49 województw, z czym rozprawił się swojego czasu niejaki Buzek z pomocą zmarłego przed rokiem prof. Michała Kuleszy. Jako korzystający z reformy administracyjnej pełną gębą, bo mieszkam w Sieradzu od 1983 roku, a w województwie sieradzkim przemieszkałem z przerwą na studia i pracę w Bełchatowie równe 20 lat, bardzo się z prof. Kuleszą pokłóciłem, kiedy buzkowi przygotowywali się do reformy administracyjnej kraju, to znaczy likwidacji 49 województw i wprowadzenie w ich miejsce 17. Bardzo mętnie to motywowali, zwłaszcza wprowadzenie powiatów, pieprząc coś o równomiernym rozwoju, administracji samorządowej bliżej obywatela i takie tam dyrdymały. A przecież wiadomo było, że chodzi o kilka tysięcy stołków w starostwach, bo jak się zlikwiduje małe województwa, to przecież z urzędnikami z takiego Sieradza, czy Siedlec trzeba będzie coś zrobić, zaś to, co zostanie, czyli najlepsze stołki zostaną dla AWS (przypomnę, że chodzi o Akcję Wyborczą Solidarność), która była przekonana, że będzie rządzić wiecznie, bo właśnie dla niej wymyślono demokrację. Tak się nie stało i np. w takim powiecie sieradzkim zanosi się na to, że kolejną kadencję rządzić będzie koalicja SLD-PSL, co nawet niektórych zwolenników tych partii specjalnie nie cieszy...

A ja na swój sposób cieszę się z pomysłu SLD o wprowadzeniu znowu 49 województw. Zawsze byłem zwolennikiem układu silna gmina – silne województwo. Tylko, że rządzący od lat robią wszystko, aby tak nie było, aby gminy były słabe, dostawały coraz mniej pieniędzy, a miały więcej zadań, coraz mnie kompetencji, a coraz więcej haseł: rządźcie się sami. Najsmutniej skończyło się to w Pątnowie, bo przecież może się zdarzyć, a tam się zdarzyło, że ani wójt, ani większość rady to nie są ludzie do rządzenia, tylko do brania pensji i diet. Zarząd komisaryczny wprowadzono tam za późno, właśnie wtedy, kiedy były wójt, a potem znowu wójt Edward Kiedos zaczął sprawy prostować i gmina odzyskiwała równowagę finansową. Mniej z pomysłu SLD cieszą się np. w Zduńskiej Woli, Łowiczu, czy w Radomsku, które to miasta nigdy siedzibą stolicy województwa nie będą, a stolicą powiatu są i to już jest coś, czyli kilkadziesiąt etatów dla członków rodzin i znajomych tych, którzy sprytnie się okręcą, wygrają wybory, a potem ten stan utrzymują i tylko to jest dla nich celem uprawiania polityki. Nie dać się odepchnąć od koryta! Tak więc pomysł Sojuszu jest co najwyżej kaszanką wyborczą dla mieszkańców 49 miast, które byłyby stolicami województw. A co z ich kompetencjami, co z rolą gmin w nowym układzie, co wreszcie ze starostwami? To już SLD tłumaczy raczej mniej chętnie.

Dla mnie czytelne jest zatem, że SLD wcale tego pomysłu nie chce realizować, bo gdyby chciał, to niech zorganizuje konferencję na ten temat w Zduńskiej Woli i tam przekona ludzi o tym, dlaczego sieradzkie kołtuny znowu mają pysznić się województwem. Jak tak dalej pójdzie, to może i to metro im założą, bo przecież dalej w Sieradzu występuje rogacizna, nierogacizna i wszelka obfitość drobiu. Bruk już mamy, ale ciągle za mało świateł na skrzyżowaniach...

LEK.

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama

Najnowsze

Top 10 (ostatnie 30 dni)

Reklama

Zaloguj

Reklama

Ostatnie komentarze

Reklama

Z krainy dowcipu

dowcipyNie jest dobrze...

Nauczyciel tuż przed oddaniem uczniom prac ze sprawdzianem z matematyki mówi do uczniów:
- Opowiem wam teraz anegdotę, którą przywołuję często w takiej sytuacji. Otóż w czasach PRL-u była stosowana, jak może wiecie, dość ścisła cenzura. Zdarzyło się, że pewnej wsi chciał dać koncert zespół o zaskakującej nazwie "Przejebane".
Niestety, źle by to wyglądało na plakatach, więc w obawie przed cenzurą sprytny sołtys tejże wsi postanowił zmienić nazwę zespołu na "Nie Jest Dobrze". Historia skończyła się happy endem. Zespół się zgodził, koncert był udany. A teraz przechodzimy do głównego powodu, dla którego to słyszycie. Moi drodzy, sprawdziłem wasze prace. Nie jest dobrze...

Reklama

 

partnerzybar2

tubadzin150wartmilk150

 
 
stat4u