Reklama
menuvideotvomenuartykulymenugaleriamenulogo2menureklamaonasmenu 20lat
Strona główna Artykuły Felietony Podróż na Kresy

Podróż na Kresy

0Podróż na Kresy była dla mnie wielką niespodzianką. Może powinienem napisać, że spełnieniem marzeń, ale w czasach mojej młodości, jeszcze za PRL, taka wyprawa wydawała się niemożliwa. Pozostawała raczej podróż w wymiarze baśniowym, mitycznym, napędzana wyobrażeniami zaczerpniętymi z literatury i filmu. I nagle legenda, rzeczywistość historyczna, odgrodzona i zapomniana, stała się historią wskrzeszoną, podróżą do miejsc, które ożyły, a które przecież były tam i są cały czas. Pisząc o Kresach, mam świadomość jak bardzo przybliżyły się do nas. To nie jest tylko Sicz, Zaporoże, ujście Dniepru, bezkres. Z dzisiejszej perspektywy to także bezpośrednie sąsiedztwo, to Żółkiew i Lwów, skąd kiedyś dopiero ruszało się na Kresy.

 

„Kto by myślał, kto by się spodziewał,

Że gdzieś za światem w bodziakach czehryńskich,

Że gdzieś na kresach niegdyś ukraińskich

Taki świat dzielny i uroczy bywał ?”

Wincenty Pol

 

Największym zaskoczeniem było to, iż zachowały się całe założenia urbanistyczne, krajobraz historyczny. Obraz, który ukazał się naszym oczom to sylwetki miast jak dawniej z Kościołem, z basztą zamkową górującą nad otoczeniem, z kilometrami wolnej przestrzeni pomiędzy nimi. To nie pojedyncze obiekty zabudowane współczesnością. Przyjmowaliśmy to z niedowierzaniem … z przyspieszonym biciem serca i ściśniętym gardłem. To, co miało być podróżą do miejsc, w których być może są jakieś ślady dawnej historii, dawnej wielkości, okazało się wspaniałą niezapomnianą przygodą, podróżą do miejsc, w których jest tak jak dawniej, w których nic się nie zmieniło.

Poza cerkwiami i drewnianymi pomalowanymi na biało i niebiesko chałupami, dominuje typowo polska architektura, a jej natężenie jest ogromne. Co się na to złożyło? Brak modernizacji, inwestycji przez całe lata, zapomnienie? Nie tylko wartościowa, ale bliska sercu architektura. Powstawała z inspiracji włoskiej, czerpiąc z naszego ducha, w czasach szczytowych możliwości, wielkości państwa, z rozmachem. To tam hetmani, kanclerze, książęta wznosili swoje siedziby, rezydencje, tam osiedlał się odważny żywioł Rzeczypospolitej. Stawiane przed zamkami i pałacami pomniki czerwonoarmistów, a teraz kozaków, tylko ten charakter podkreślają. Są tam po prostu elementami obcymi, takimi, jakimi byłyby np. pomniki Kim Ir Sena na Wawelu czy na Jasnej Górze.

Widać gołym okiem, jakie to ziemie. Pamiętajmy, że ta historia nie rozpoczęła się za Jagiellonów, ale wcześniej (Ruś Czerwona za Kazimierza Wielkiego), czy na samym początku, co najmniej od pierwszych Piastów (Grody Czerwieńskie). Gdyby zlikwidować wszystkie znaki, tablice informacyjne i poruszać się bez mapy, to bez trudności można by wskazać, gdzie była Rzeczpospolita, gdzie jej granice, jeszcze te sprzed pierwszego rozbioru. Taka jest siła, taka moc, takie oddziaływanie. Zdałem sobie z tego sprawę w Winnicy i Humaniu, w drodze powrotnej przez Cherson z Krymu. Bez żadnej przesady możemy powiedzieć, że to nie tylko polska kultura materialna, także niematerialna, która pozostała w zwyczajach, zachowaniach, ale to cywilizacja założona przez naszych przodków. Nawet nazwa Ukraina, która ma się odróżniać państwowo od Rzeczypospolitej jest polska i oznacza właśnie Kresy (u kraia to na Kresach przecież). Prawdy nie da się oszukać.

Pierwszy raz wybraliśmy się tam kilkanaście lat temu z grupą przyjaciół z Zamościa i Biłgoraja. Jednego roku przez Lwów do Kamieńca, a rok później ponownie aż na Krym przez Mołdawię, Odessę. I tak to się zaczęło. Przejechaliśmy Kresy latem dwoma busami w grupie dwunastu osób, podróżując przez całą mityczną Krainę. Każdy miał jakieś zadanie. Było dwóch kierowców zawodowych, dwóch silnych twardzieli, pani doktor z apteczką dużą jak walizka, w której to walizce znajdował się nawet zestaw chirurgiczny do zszywania ran. Ja miałem robić zdjęcia.

Przed wyjazdem na Krym w antykwariacie w Alejach Ujazdowskich w Warszawie udało mi się zdobyć „Sonety Krymskie”, specjalnie stare wydanie, oprawione, wytarte … żeby poczuć przy lekturze, trzymając w ręku tomik, jak to jest „sunąć przez suchego przestwór oceanu, gdzie łódź nurza się w zieloność i jak łódka brodzi, śród fali łąk szumiących, śród kwiatów powodzi, omijać koralowe ostrowy burzanu …”. Sięgnąłem po nie w drodze z Odessy na Krym… Mickiewicz miał rację, to morze, to ocean, ogromna, przestrzeń, zdaje się nieograniczona, bezkres… I wszystko czekało na nas, Akerman, Bakczysaraj z pałacem Chanów Krymskich, sławnych Gerejów, Ałuszta, Bałakława, Ajudah, Czatyrdah.

Kresy to raj dla miłośników fotografii. Kolory, barwy natury: czerń, brązy i beże ziemi, kamienia, drewna…, lazury rzek i nieba…, zielenie drzew, lasów…, biel, siwe szarości murów i czerwień ceramiki…, rozmaitości pagórków i dolin, przyrody, krajobrazów, a wszystko rozgrzane, rozświetlone południowym słońcem…, światło i cień, światłocień…. Bez sztucznych, zabawkowych, intensywnych kolorów nowoczesności, przejaskrawień, blichtru, tandety, plastiku. Pokryte patyną czasu, starzejące się ze znakiem wielkości, z godnością i dumą, nabierające urody, piękne, szlachetne wiekiem, niepokonane przez czas i modę. Zamki, pałace, Kościoły, mury, ruiny, detale, freski, portale, ołtarze. Świadectwo potęgi i chwały, najlepsza wizytówka, signum temporis, powód do dumy, źródło wzruszeń, pokrzepienie serc.

Co zapamiętałem z tych kilku podróży? Lwów europejskie miasto z prawdziwą substancją, prawdziwe, niemakietowe kamienice, mury, prawdziwy bruk. We Lwowie Kościoły różnych obrządków wszystkie pod wezwaniem Wniebowzięcia NMP jako symbol zgody między ludźmi. Polkę sprzedającą własnego wypieku bułki z winogronami (takie jak znane nam jagodzianki). Rodaka ofiarującego nam zrobione przez siebie pamiątki, kartki, mapki, pocztówki. Naszą Katedrę, od której i wokół której aż bije od polskości i „Boże coś Polskę” śpiewane w Niej 15 sierpnia. Rozmowę z opiekującymi się cmentarzem Łyczakowskim rodakami i wstążeczki, tasiemki biało-czerwone na pomnikach na Cmentarzu Orląt nakładane co roku w listopadzie. Język polski wyryty w kamieniu i mowę polską słyszaną na ulicy we Lwowie, w Kamieńcu, w Winnicy… Zachwycające wnętrze Katedry Ormiańskiej z malowidłami, freskami Mehoffera i Rosena. Potęgę niedużej dziś Żółkwi, krajobraz Oleska, usytuowanie Zamku w Podhorcach, wąwóz Krzemieńca i górę Zamkową Królowej Bony, senny spokój Trembowli, ruiny w Skale, uginające się pod ciężarem owoców gałęzie dorodnych, soczystych grusz i śliw na Podolu, a w Kamieńcu uśmiechniętych ormiańskich chłopców i targ w środku nocy i suszone ryby. Meandry Dniestru i jar Smotrycza, Naddniestrze i samozwańczy uzbrojony po zęby oddział, żądający okupu za przeprawę przez most. I wreszcie Morze Czarne, szerokie na kilka kilometrów rozlewisko ujścia Dniepru i Krym…, i klimat coraz cieplejszy i łagodniejszy…

Tu było to, a tu było to… Wielka historia jest na każdym kroku, bo Kresy były teatrem, miejscem, gdzie rozgrywały się największe wydarzenia tamtych czasów. Przemierzając je, możemy wymieniać jednym ciągiem: tu składał Śluby Jan Kazimierz, a tu urodził się król, który ocalił Europę przed islamską potęgą, tu spoczywa hetman, jedyny Europejczyk, który podbił i okupował Moskwę, a tu rozegrała się największa bitwa ówczesnego świata. To największy ogród w Europie założony dla najpiękniejszej kobiety tamtej epoki. Tu urodził się Juliusz Słowacki, a tu spoczywa Maria Konopnicka i Gabriela Zapolska. Tu kręcono „Potop”, a tu „Pana Wołodyjowskiego”. A to są takie zamki i takie twierdze, które i dzisiaj niełatwo byłoby zdobyć.

Patrząc przed odjazdem na Zamek w Kamieńcu, miałem nieodparte wrażenie, że trzeba tu wracać, przyjeżdżać jak najczęściej. Widoki, krajobrazy, ludzie, zdarzenia, sytuacje, wspomnienia i marzenia. Dokumentujmy, opisujmy, dzielmy się z innymi i pamiętajmy, bo to nasza historia, nasze dzieje …

Mariusz Świerczyński

Tekst był publikowany w „Polskich Kresach” z marca 2015 r., dodatku do Polski Niepodległej”. Jest to jedyny stały dodatek tematyczny w polskich tygodnikach poświęcony Kresom.

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama

Najnowsze

Top 10 (ostatnie 30 dni)

Reklama

Zaloguj

Reklama

Ostatnie komentarze

Reklama

Z krainy dowcipu

dowcipyPolityczny i sentymentalny

Dawno, dawno temu kancelaria Sejmu zorganizowała wycieczkę autokarową dla liderów partii, które stały wysoko w rankingach popularności. Do podstawionego pod gmach Sejmu autokaru dwupokładowego jako pierwsi wsiedli posłowie płci obojga z Samoobrony i zajęli miejsca na piętrze. Na dolnym pokładzie zasiedli posłowie Platformy Obywatelskiej.
Kiedy autokar ruszył, jak to bywa na wycieczkach, wyciągnięto butelki z bajkowymi napojami wszelkiej maści. Po kilkudziesięciu minutach zapanował pełny luz.
Ale działo się tak tylko na dolnym pokładzie. U góry grobowa cisza. Po przejechaniu kilku kilometrów któryś z platformersów postanowił zajrzeć na piętro, aby "zasięgnąć języka". Wchodzi patrzy, a wszyscy siedzą równo jak w samolocie z głowami opartymi o zagłówki.
- Co się dzieje?! - pyta siedzącej najbliżej Renatki B.
- Co? Wy macie kierowcę, a my nie... - wyszeptała drżącym głosem posłanka.

Reklama

 

partnerzybar2

tubadzin150wartmilk150

 
 
stat4u