Reklama
menuvideotvomenuartykulymenugaleriamenulogo2menureklamaonasmenu 20lat
Strona główna Artykuły Felietony Jesteśmy jak te bańki na wodzie

Jesteśmy jak te bańki na wodzie

LEKKOSCBYTUKażdego dnia umiera we mnie chłopiec, którym byłem i czasami jeszcze bywam. Pogodny, skłonny do żartów i psot. Jak mały piesek. Ale depilator czas nie zasypia. Każdego dnia pozbawia mnie nie tylko resztek owłosienia, ale także złudzeń co do tego, że będzie lepiej.

 

Ciocia moja Zofia, pierwsza żona mojego stryja, powiedziała mi przez telefon, że jestem bardzo przystojny. - Ciociu – odpowiedziałem – przecież ciocia widziała mnie ostatnio jakieś trzydzieści trzy lata temu! Bardzo zmieniłem się od tamtego czasu, oj bardzo. Na to ciocia, że przecież mówi o czasie minionym. Po czym starsza pani dodała, że jako chłopiec bywałem niegrzeczny, ze szczególną skłonnością do psot. Ot, choćby takich, przypomniała, że pewnego razu z jej synem prawie podpaliliśmy las, bo kiedy przegonili nas stamtąd nasi tatusiowie, spore ognisko płonęło. Patrząc wstecz śmieszą mnie dyskusje o zmianie czasu z letniego na zimowy i na odwrót. Jaka zmiana? Czas po prostu ucieka, nic na to nie poradzimy choć byśmy poprzestawiali wszystkie zegary. Nie da rady, zawsze płynie, zawsze gna, a my coraz starsi. Zaskakują nas zmiany, choćby taka, że w Arabii Saudyjskiej niektóre kobiety mogą już prowadzić samochody, a wieloletni wójt Dalikowa przegrał wybory tylko jednym głosem. Zmiany są i będą, niekoniecznie dobre właśnie dla nas...
Mój kolega zmienił żonę. Już dwa razy! Kosztowało go to, oj kosztowało. Teraz może mówić, że jest bogatszy wewnętrznie, więcej wie o życiu, o miłości, a zwłaszcza jej braku. Nie będzie jednak sprawdzał przysłowia: do trzech razy sztuka. Żona, niekoniecznie jego, stanęła rano przed lustrem. Przeciągnęła się, ale po kilku chwilach przypatrywania się sobie, a nie była już młoda, rzuciła uwagę w kierunku chrapiącego męża: - Dobrze ci tak!
Niekoniecznie w okolicach pierwszego listopada ogarnia mnie melancholia. Patrząc na twarze niektórych ludzi domniemywam, że nie tylko mnie. Przypomina mi się wtedy powiedzenie mojej nieobecnej już żony Marii: Jestem jak ta bańka na wodzie...

Odchodzimy, odchodzimy
Jeszcze wczoraj urodziny
A już jutro... Ech, jak smutno

Ktoś pomyśli
Ot, byliśmy
Było mocno
Czasem cienko
Ale jakoś Króciusieńko

Odchodzimy, odchodzimy
Może jeszcze się spóźnimy?
Jeszcze jutro i pojutrze
Jakoś się Jej nosa utrze?

Odchodzimy, odchodzimy
Jeszcze wczoraj urodziny
A już jutro...
Ech,jak smutno...

Połajania i uwagi przyjmuję: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. LEK.

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama

Najnowsze

Top 10 (ostatnie 30 dni)

Reklama

Zaloguj



Reklama

Ostatnie komentarze

Reklama

Z krainy dowcipu

dowcipyKot to ma GPS

Pewien senator dawno minionej kadencji chciał się pozbyć kota, więc wywiózł go kilka ulic dalej i porzucił. Gdy wrócił do domu, kot już tam był. Następnego dnia wywiózł kota dziesięć ulic dalej. I... po powrocie widzi kota w domu. Wywiózł go jeszcze raz. Krążył ulicami w prawo, w lewo, kluczył i tak aż na drugi koniec miasta. Po kilkunastu minutach dzwoni do domu i pyta żonę:
- Jest kot?
- Ano jest! -odpowiada z przekąsem żona.
- To daj go do telefonu, bo nie mogę trafić do domu...

Reklama

 

partnerzybar2

tubadzin150wartmilk150

 
 
stat4u