Reklama
menuvideotvomenuartykulymenugaleriamenulogo2menureklamaonasmenu 20lat
Strona główna Artykuły Felietony Wigilia z tymi którzy odeszli…

Wigilia z tymi którzy odeszli…

sieradzkie_peerelki2To będzie już druga wigilia Bożego Narodzenia, kiedy jestem na tym świecie pełnym sierotą. Jedenasta bez matki i druga bez ojca. Dodam, że szósta bez mojej ukochanej żony Marii, pierwsza bez wiernej jamniczki Pysi. Coraz częściej ich przywołuję, a już przy wigilijnym stole tych wspomnień będzie co niemiara… Cóż, tak jesteśmy skonstruowani, że w ten sposób łączymy jeden świat z drugim - tamtym światem. Oglądamy się wstecz i widzimy coraz więcej pustych miejsc przy naszych wigilijnych stołach.

Mistrzem świata jeśli chodzi o prezenty był mój ojciec, Jan Lisiecki, syn chłopa, Piotra Lisieckiego, urodzonego we wsi Brzeg, obecnie w gminie Pęczniew. Prawdziwy nauczyciel i pedagog. Ukończył nawet studia o kierunku pedagogika szkolna, więc trudno się dziwić, że później ja też ukończyłem takie studia. Wiem, że to on był pomysłodawcą i niejako autorem zdecydowanej większości prezentów, które z siostrą Danutą otrzymywaliśmy na urodziny, imieniny, Dzień Dziecka, a przede wszystkim na gwiazdkę, czyli w wigilię Bożego Narodzenia. Wśród tych ostatnich dominowały słodycze, pomarańcze lub mandarynki, które ,,za komuny’’ były towarem luksusowym i zazwyczaj płynęły do Polski statkami właśnie na święta. Były też zabawki, ale kiedy nauczyliśmy się z siostrą czytać, wśród prezentów dominowały książki. Najpierw to były malowanki, bajki, wiersze dla dzieci, dlatego świetnie znam tego rodzaju twórczość Jana Brzechwy, czy Juliana Tuwima.
Choć książek w PRL-u brakowało jak niemal wszystkiego, a te bardziej poczytne kupowało się spod lady i po znajomości, ojciec nie miał z tym problemów. Przede wszystkim dlatego, że od roku 1965 w Szkole Podstawowej we Włyniu, której był kierownikiem, a mama uczyła języka polskiego, w każde wakacje rezydowały Kolonie Letnie Przedsiębiorstwa Państwowego Dom Książki w Łodzi, a jakieś trzy lata później także Domu Książki z Warszawy oraz Państwowego Wydawnictwa Naukowego również ze stolicy. To ułatwiało mu kontakty w świecie książki. Znał nie tylko najważniejszych księgarzy w Sieradzkiem, czy księgarzy łódzkich. Znał ich dyrektorów, a główna księgowa PP Dom Książki z Łodzi była skoligacona z naszą rodziną. Nic więc dziwnego, że mógł zakupić praktycznie każdą książkę wydawaną wtedy w PRL-u. Ba, załatwić taki zakup dla kogoś, co często czynił, bo był człowiekiem niezwykle uczynnym. Wigilijne prezenty były u nas nader liczne. Ojciec nie pakował wszystkiego do jednej torby, ale robił kilka zestawów prezentów, żeby pomnożyć radość! W jednym był na przykład jakiś ciuch; sweter, czapka, czy ciepłe skarpety plus rajstopy dla mamy i sióstr, w drugim słodycze oraz mandarynki lub pomarańcze, a czasem orzechy, zaś w trzecim książki i artykuły piśmienne; mazaki, kredki, długopisy, notesy, a czasem kalendarze. Wszystko znajdowało się w gustownych torbach z napisem ,,Dom Książki’’. Mama moja, Marianna z domu Bączyk, kobieta o specyficznym poczuciu humoru, pytała ojca z serdecznym przekąsem:
- Tatuś (tak mówiła do męża, chociaż ten zżymał się wtedy co nieco i odpowiadał, że przecież nie jest jej tatusiem), ten Mikołaj, który do nas przychodzi, to chyba pracuje w ,,Domu Książki’’…?
- Pewnie tak, i to nie jeden – odpowiadał tatuś - bo niektórym ludziom książki trzeba podrzucać pod choinkę. A i tak ich potem nie czytają!
Tak sobie myślę, to teraz tragedia; Mikołaje coraz rzadziej przynoszą dzieciom książki, a już dorosłym to prawie wcale. No i co się potem dziwić, że bohaterami masowej wyobraźni są Zenek Martyniuk, Sławomir, a Olga Tokarczuk robi za ,,wrogą państwu polskiemu’’ czarownicę?

Kolejny rok zwyczajnie odszedł
Jeszcze szybciej niż poprzedni
Pysza nie powie ludzkim głosem
Cienie się snują nieobecnych…

A my czekamy pierwszej gwiazdy
Jakbyśmy znowu byli dziećmi
I smutku łzę mamy w oku każdym
Bo już wiemy - nie jesteśmy wieczni

Z nadzieją siądźmy do kolacji
Bez obawy o złe dary losu
Nie, nie nasłuchujmy bacznie
Że czyjegoś zabraknie głosu…

Połajania i uwagi przyjmuję: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

LEK.

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama

Najnowsze

Top 10 (ostatnie 30 dni)

Reklama

Zaloguj



Reklama

Ostatnie komentarze

Reklama

Z krainy dowcipu

dowcipyRefleksja żony, riposta męża

Żona do męża: - Wiesz kochanie, ta para co mieszka obok bardzo się kocha. On ją całuje a powitanie i pożegnanie. Chcę byś też tak robił.
- Odbiło ci? Przecież prawie jej nie znam!

Reklama

 

partnerzybar2

tubadzin150wartmilk150

 
 
stat4u