Reklama
menuvideotvomenuartykulymenugaleriamenulogo2menureklamaonasmenu 20lat
Strona główna Artykuły Felietony Z perspektywy psa

Z perspektywy psa

LEKKOSCBYTUW kwestii fajerwerków, sztucznych ogni i tym podobnych nikomu niepotrzebnych hałasów stoję po stronie psów całym sobą. Nie lubię, nie znoszę, nie trawię. Gdybym był psem, który ma kilkakrotnie lepszy słuch od człowieka i dlatego tak cierpi podczas sztucznych seansów na niebie, które – niestety – poprzedzone są hukiem i hałasem, pogryzł bym wszystkich sprzedawców fajerwerków, a może nawet i producentów tego świństwa. Ale nie jestem, więc chociaż napiszę w imieniu psów.

 

Tak się składa, że od dziecka towarzyszyły mi zwierzęta, nasi bracia mniejsi. A to dlatego, że urodziłem się na wsi, w gospodarstwie mojego dziadka Marcina, który dużym rolnikiem był. I jako taki hodował sporo zwierząt. Oczywiście, na czele zwierzęcej hierarchii stały konie. Tuż za nimi były krowy, świnie i owce, potem drób wszelakiej maści, nawet z perliczkami – dumą drobiowego świata mojej babci Walentyny. Specjalne miejsce w tej zoologicznej części gospodarstwa miały psy i... gołębie, z pasją hodowane przez mojego wujka Czesława. Psy były zazwyczaj dwa. Jeden duży, mniej lub bardziej podobny do owczarka niemieckiego, a drugi mały kundelek do robienia hałasu i przyjemności łaszenia się, żebrania o żarcie, a zwłaszcza radosnego merdania ogonem. Mały pies dostępował zaszczytu przebywania w sieni, a nawet w kuchennej izbie i – najczęściej na moją prośbę – bywał dopuszczany do wspólnych kolacji. Wtedy z błagalnym uwielbieniem w oczach liczył (i zwykle się nie przeliczył) na kęsy z pańskiego stołu, a najczęściej z maleńkiej rączki Kisiulka.

Stąd też wziął się mój właściwy stosunek do zwierząt, a zwłaszcza psów. W swoim życiu byłem niezwykle zaprzyjaźniony z kilkoma. Nie będę ich jednak wspominał, bowiem wspomnienia te bywają bolesne; niestety, moi czworonożni przyjaciele są już dawno w krainie wiecznych łowów. Natomiast od sześciu lat towarzyszy mi urocza jamniczka Pysia, zwana przeze mnie Pynią lub Pyszą. Jest to 75-procentowa jamniczka, bo tak ją nazywa pani Jagódka Małas, przeurocza pani doktor nieludzki z przychodni ,,Zwierzyniec'', gdzie Pysza bywa ze mną coraz częściej, bo i wiek już ten... A wzięła się u mnie stąd, że we wrześniu 2008 roku przybłąkała się do rodziny mojej żony, mieszkającej pod Sieradzem i tam na jakiś czas została. A że rodzina lubi psy, posiadała już trzy suczki, ta była czwarta, więc zabraliśmy ją ze sobą. Jak mawiała moja nieodżałowanej pamięci małżonka Maria, bo u rodziny już, już było schronisko... Zastanawiając się nad losem Pyni bardzo brzydko myślę o ludziach. O tych, którzy wyrzucili ją z samochodu gdzieś na leśną drogę, szczenię prawie, bo okazała się nie w pełni rasowym jamnikiem. Ci, którzy to zrobili, na pewno nie są rasowymi ludźmi, choć za takich się uważają, bo mają, posiadają, chcą mieć i psa, który podkreślałby ich pozycję. Biedny psiak, który do takich ,,rasowych'' ludzi trafi.

I kiedy w sylwestrową noc Pysza trzęsła się cała w najdalszym kącie łazienki, pomyślałem sobie, że przecież lubię spektakle na niebie. Ale takie naturalne. Lubię burze i wcale się ich nie boję. We wrześniu ubiegłego roku przeżyłem wspaniałą burzę na przystani jeziora Ińskiego w Ińsku niedaleko Drawska. Siedząc i kontemplując sobie wraz z uroczą moją koleżanką o wdzięcznym imieniu Iwona, zostaliśmy zaskoczeni przez gwałtowną burzę. Schroniliśmy się pod dach przystani i chłonęliśmy wielki spektakl na niebie. Brakowało tylko stosownych dźwięków z płyty ,,Ciemna strona księżyca'' niezapomnianej grupy ,,Pink Floyd''... Przeżycie było cudowne, bo przecież niebo otwierało się co i raz jakby tylko dla nas. Niech się schowają wszystkie fajerwerki świata – takie refleksje wygłaszaliśmy z szacunkiem dla matki natury.

Dlatego mam wielką prośbę do Prezydenta Sieradza. Panie Prezydencie, w imieniu wszystkich sieradzkich psów i paru rozsądnych ludzi proszę Pana, aby za rok nie było w naszym mieście fajerwerków. Oszczędzimy wielkiego stresu jakże nam oddanych małych stworzeń. Oszczędzimy parę złotych, a przy okazji zyskamy wdzięczność tych, którzy kochają nas tylko dlatego, że jesteśmy ludźmi. Połajania i uwagi przyjmuję: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. LEK.

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama

Najnowsze

Top 10 (ostatnie 30 dni)

Reklama

Zaloguj



Reklama

Ostatnie komentarze

Reklama

Z krainy dowcipu

dowcipyRefleksja żony, riposta męża

Żona do męża: - Wiesz kochanie, ta para co mieszka obok bardzo się kocha. On ją całuje a powitanie i pożegnanie. Chcę byś też tak robił.
- Odbiło ci? Przecież prawie jej nie znam!

Reklama

 

partnerzybar2

tubadzin150wartmilk150

 
 
stat4u