Reklama
menuvideotvomenuartykulymenugaleriamenulogo2menureklamaonasmenu 20lat
Strona główna Artykuły Felietony Wykopki, czyli wychowanie poprzez pracę

Wykopki, czyli wychowanie poprzez pracę

sieradzkie_peerelki2Kiedy byłem młody i bardziej naiwny, wierzyłem w sentencję: ,,Praca człowieka uszlachetnia''. Po wielu, wielu latach, kiedy już się tak zdecydowanie ,,uszlachetniłem'' pracą, że mi żylaki na mózgu powstały, już tak nie myślę. Czemu? Wspominam, wspominam na przykład szkolne wykopki A.D. 1971 w PGR Kobierzycko.

Głupotą było już to, że do tego rodzaju fizycznej pracy zmuszano w LO im. Kazimierza Jagiellończyka w Sieradzu (w innych szkołach też) uczniów, których rodzice mieli całkiem niemałe gospodarstwa rolne i którzy na co dzień w nich pracowali, pomagając w ten sposób rodzicom. I to był prawdziwy, ważny element wychowania w rodzinie. Partia jednak rozumowała inaczej, bo w PGR-ach brakowało rąk do pracy, zwłaszcza w żniwa i w wykopki. Dlatego wojsko, organizacje młodzieżowe i zwykli uczniowie pomagali, najczęściej pod przymusem, rolnictwu PRL, aby w produkcji ziemniaka plasować się w pierwszej piątce na świecie, nawet przed Związkiem Radzieckim, choć tzw. Oficjalne źródła podały inaczej.

Ziemniaki to ciekawa roślina rodem z Ameryki Południowej, gdzie Inkowie zajmowali się ich uprawą już parę tysięcy lat temu. Przywiezione przez Hiszpanów do Europy, nie wywoływały początkowo smakowego entuzjazmu. Do czasu; w XIX wieku kilka razy ratowały Europę przed głodem i stały się szybko czwartą rośliną uprawianą na świecie. Po kukurydzy, ryżu i pszenicy. Każdy mieszkaniec ziemi zjada rocznie średnio ponad 33 kilogramy bogatej w skrobię rośliny. Bulwy ziemniaków są smaczne, chociaż mój przyjaciel Arkadiusz ze Szczecina mawia, że lepiej zostawić je nierogaciźnie… Ja dodaję, że nie wolno z nimi przesadzać, podobnie jak z piwem…

Ale wróćmy do roku 1971, kiedy znalazłem się na polach PGR-ów Inczew i Kobierzycko w gminie Wróblew. Napracowaliśmy się wtedy solidnie, a jedną z nielicznych sztubackich rozrywek było rzucanie niedużymi ziemniakami w wypięte pupy naszych koleżanek. Chamskie to było i głupie, ale ileż śmiechu sprawiało kolegom. Pamiętam też znakomity smak bułek z kiełbasą, popijanych białą kawą. Za komuny były to przysmaki. Mimo tych bułek, otrzeźwienie przyszło rok później, kiedy byliśmy w klasie trzeciej i strach przed ,,Krzywikiem’’, wychowawcą naszej klasy, nauczycielem geografii.

Znalazłwszy się na pegeerowskim polu postanowiłem z dwoma kolegami z klasy, Rafałem i Andrzejem (chociaż jego ojciec był funkcjonariuszem SB) niepostrzeżenie oddalić się z miejsca zbiórki, gdzie rozdzielano robotę. Trochę na czworakach, trochę czołgając się, a przede wszystkim szybko biegając znaleźliśmy się w środku polnej ostoi, gdzie było dużo drzew i krzaków. Było ciepło, bo to przecież pierwsza połowa września, więc leżeliśmy na łonie, gadaliśmy popalając ,,Klubowe’’ i ,,Sporty’’. Wspominane czasem z nostalgią papierosy były w rzeczywistości ohydne! Gryzący dym, smród, bo nie wiadomo co w nich było, oprócz pewnej ilości marnego tytoniu. Ale ile tak można leżeć, gadać i palić ,,wykładzinę’’? Mocno po południu, kiedy na polu coś zaczęło się dziać, postanowiliśmy wrócić do grupy. I słusznie, bowiem z oddali pojawiła się dwukółka, którą czasem powoził kolega Leszek, gdyż jego dziadek był sieradzkim rolnikiem z Krakowskiego Przedmieścia, a wcześniej ułanem goniącym w 20. roku bolszewików spod Warszawy. Znowu biegnąc, idąc na kolanach i czołgając się, niemal niepostrzeżenie wmieszaliśmy się w tłum, z którego formowała się kolejka po żarcie. Dość szybko zauważył nas ,,Krzywik’’. – A wy, gdzie byliście? – zapytał przyglądając się nam podejrzliwie. – My, panie psorze, cały czas tyramy! Nosiliśmy koszyki, tylko nie rzucamy się w oczy. – odpowiedziałem pokrętnie. Pan profesor pewnie by nie uwierzył, ale koleżanki, do których przecież nie mogliśmy rzucać ziemniakami, potwierdziły, że i owszem, byliśmy, nosiliśmy, zbieraliśmy ziemniaki. Pokiwał głową, ale raczej bez przekonania. Nie miał też dowodów na to, że nie pracowaliśmy.

I w taki oto sposób odbyliśmy kolejną lekcję socjalistycznego wychowania przez pracę. Parafrazując Mistrza Wojciecha Młynarskiego stwierdzam po latach: A że praca była żmudna, całkowicie za darmochę, lekcja była całkiem nudna, nieprzydatna ani trochę..

Połajania i uwagi przyjmuję: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

LEK.

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama

Najnowsze

Top 10 (ostatnie 30 dni)

Reklama

Zaloguj



Reklama

Ostatnie komentarze

Reklama

Z krainy dowcipu

dowcipyRefleksja żony, riposta męża

Żona do męża: - Wiesz kochanie, ta para co mieszka obok bardzo się kocha. On ją całuje a powitanie i pożegnanie. Chcę byś też tak robił.
- Odbiło ci? Przecież prawie jej nie znam!

Reklama

 

partnerzybar2

tubadzin150wartmilk150

 
 
stat4u