Reklama
menuvideotvomenuartykulymenugaleriamenulogo2menureklamaonasmenu 20lat
Strona główna Artykuły Felietony Wakacyjne zbliżenie z jazzem po raz pierwszy

Wakacyjne zbliżenie z jazzem po raz pierwszy

sieradzkie_peerelki2Nie do wiary, ale minęło właśnie 45 lat od czasu, kiedy zacząłem słuchać muzyki jazzowej. Pewnie, że słuchałem jej wcześniej nieświadomie, ponieważ w radio obecna była zauważalnie po 1956 roku, zaś jej złote lata w PRL-u to dekada 1960-1970 i jeszcze późniejszych lat kilka.

Jednak chętnie, świadomie i z niejaką przyjemnością zacząłem słuchać jazzu w roku 1971. Wtedy, bodaj we wrześniu 1971 roku kupiłem ,,mój'' pierwszy numer miesięcznika ,,Jazz'' (w kiosku ,,RUCH-u'' przy ulicy Kościuszki w Sieradzu, tuż obok budowanego wtedy ronda), w drodze ze szkoły. A byłem wtedy uczniem drugiej klasy słynnego ,,Jagiellończyka'', wcale nie zdając sobie sprawy, że korzystam z dobrodziejstwa nauki w tak słynnym już wtedy liceum ogólnokształcącym.

Jak już kiedyś wspominałem, zaczęło się od dwóch płyt jazzowych, które przypadkowo wpadły mi w ręce. Były to płyty o średnicy 250 mm, czyli 10-calowe. Co na nich było? Pierwsza była prawdziwym ,,białym krukiem czarnego krążka'' i zawierała zapis z I Festiwalu Jazzowego w Sopocie, zaś druga to nagrania Muddy Watersa z orkiestrą, nie pamiętam jaką, niestety. Płyty były zdarte, trzaskały niemiłosiernie, odtwarzane zwłaszcza na gramofonie ,,Bambino'', którego wzmacniacz miał 2,5 Wata mocy. I cóż, nie porażał... Obie te płyty skradziono mi w okresie studiów, ale to temat na osobny felieton. Merytorycznie były ok., ponieważ zawierały znakomitą muzykę, więc mimo skutecznego ataku na moje uszy rock and rolla, zwanego wówczas dla niepoznaki (przed Gomułką Władysławem) big beatem, czyli mocnym uderzeniem, jazz szybko trafiła do mojego serca. I tak, nie wiadomo kiedy stałem się także jazzfanem...

Poczułem się nim jednak niemal w pełni dopiero rok później, pod koniec lipca 1973 roku, kiedy wraz z obozem wędrownym LO im. Kazimierza Jagiellończyka w Sieradzu, pod wodzą nauczyciela matematyki Kazimierza Karolczaka zwanego ,,Mopsem'', trafiłem wraz z kolegami do ukochanego przeze mnie Szczecina. A tam, na jednym ze skrzyżowań, na słupie ogłoszeniowym zobaczyłem plakat zapraszający mnie na Festiwal Jazz Jantar, który akurat wtedy gościł na Zamku Książąt Pomorskich. Takiej okazji nie mogłem przegapić! Bilet kosztował chyba z 80 zł, co było wówczas majątkiem (przynajmniej dla mnie), a jego zakup koledzy traktowali jako dziwną fanaberię, bo przecież po dołożeniu 23 złotych mogło być za to pół litra bajkowego napoju, czyli ,,Żytniej'' z kłoskiem... Ja jednak wolałem coś wyłącznie dla ducha, czyli jazz. Jeden z moich najbliższych kolegów, Jarek Grabarek (pozdrawiam), od lat bodaj 33 szczęśliwy mieszkaniec Kalifornii) ogłosił mnie wtedy snobem. Dopiero dzisiaj poczytuję to sobie za komplement!

Ubrany niczym ósme dziecko stróża (tak się wtedy mówiło na ludzi w więcej niż skromnej garderobie) w wełniany sweter półgolf o dziwnym szaroburym kolorze, znalazłem się we wspaniałym świecie średniowiecznych komnat i jazzu na światowym poziomie. Szczęście moje nie miało granic! Oto przede mną wystąpiły takie sławy jak: Zbigniew Namysłowski, Tomasz Stańko, Wojciech Karolak, Tomasz Szukalski, czy Jan Ptaszyn Wróblewski. Pierwszy Festiwal Jazz Jantar prowadził sam Andrzej Jaroszewski! Robił to z wdziękiem i merytorycznym feelingiem, prawdziwy dżentelmen mikrofonu i estrady. Próbuję Go czasem naśladować, ale marnie mi to wychodzi. Pan Andrzej zmarł 9 lipca 2003 roku, żył prawie 65 lat, a jego życie wypełnione było muzyką, zwłaszcza jazzem. Miałem okazję Go poznać na festiwalu w Opolu w 1991 roku, gdzie tylko mnie i Jemu udało się zrobić wywiady ze Stanem Borysem, który po wielu latach pobytu w USA wrócił wtedy na jakiś czas do Polski. Podglądałem Go wówczas w trakcie pracy. Cudna to była szkoła! Teraz wiem, że zarówno wtedy jak i podczas FJJ w Szczecinie otarłem się o legendy polskiego jazzu. I tak mi już zostało. Nadal lubię się do nich łasić jak kot...

Połajania i uwagi przyjmuję: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. LEK.

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama

Najnowsze

Top 10 (ostatnie 30 dni)

Reklama

Zaloguj



Reklama

Ostatnie komentarze

Reklama

Z krainy dowcipu

dowcipyRefleksja żony, riposta męża

Żona do męża: - Wiesz kochanie, ta para co mieszka obok bardzo się kocha. On ją całuje a powitanie i pożegnanie. Chcę byś też tak robił.
- Odbiło ci? Przecież prawie jej nie znam!

Reklama

 

partnerzybar2

tubadzin150wartmilk150

 
 
stat4u